Tottenham patrzy na Tonalego. Newcastle miało odrzucić ogromne pieniądze

Sandro Tonali znów trafia w centrum transferowej gry w Premier League. Według talkSPORT Tottenham jest zainteresowany pomocnikiem Newcastle United, a sam zawodnik ma być otwarty na przeprowadzkę do Londynu.
Najmocniej brzmią jednak liczby. talkSPORT podaje, że Newcastle odrzuciło ofertę w granicach 75-80 milionów funtów i oczekuje za Tonalego ponad 100 milionów. To poziom, który jasno pokazuje, że klub z St. James’ Park nie zamierza oddawać jednego z kluczowych piłkarzy po promocyjnej cenie.
Warunki z piłkarzem to dopiero część układanki
Według tego samego źródła szerokie warunki indywidualne miały zostać uzgodnione. To ważny element, ale nie rozwiązuje najtrudniejszej części sprawy. Bez porozumienia między klubami cała operacja pozostaje na etapie nacisku, wyceny i testowania granic Newcastle.
Dla Tottenhamu byłby to ruch bardzo konkretny. Tonali daje jakość w rozegraniu, agresję w odbiorze i doświadczenie na najwyższym poziomie, a taki profil pasuje do zespołu, który chce mocniej wejść w walkę o czołówkę. Problemem jest cena oraz stanowisko Newcastle.
Newcastle stawia warunki, Tottenham sprawdza rynek
talkSPORT dodaje, że Tottenham równolegle monitoruje Mateusa Fernandesa. To może oznaczać, że londyński klub nie zamyka się na jednym nazwisku i zabezpiecza alternatywy na wypadek, gdyby sprawa Tonalego okazała się zbyt kosztowna.
W tej układance ważna jest także pozycja samego Newcastle. Klub może wysłać na rynek sygnał, że najważniejsi zawodnicy nie są dostępni przy pierwszym dużym czeku. To szczególnie istotne w rozmowach z rywalem ligowym, bo sprzedaż Tonalego do Tottenhamu wzmocniłaby bezpośredniego konkurenta w walce o europejskie miejsca.
Dla samego Tonalego podobna saga może być testem cierpliwości. Zainteresowanie Tottenhamu i wysoka wycena Newcastle tworzą napięcie, ale dopóki kluby są tak daleko od wspólnej liczby, piłkarz pozostaje w centrum sprawy bez gwarancji szybkiego finału.
Newcastle ma w tej sadze mocną pozycję wyjściową, bo przy takiej wycenie może kontrolować tempo rozmów. Tottenham z kolei dostał jasny sygnał, że zainteresowanie wielkim nazwiskiem będzie wymagało wejścia na zupełnie inny pułap finansowy.



