Widzew myślał o wymianie za Lubereckiego. Temat nie ruszył dalej

Widzew Łódź miał sprawdzać pomysł sprowadzenia Filipa Lubereckiego z Motoru Lublin, ale sprawa nie poszła dalej. Transfery.info przywołuje wpis Macieja Winczewskiego, według którego w grze nie było wpłaty 1,5 miliona euro klauzuli.
Zamiast tego pojawił się inny wariant: wymiana z udziałem Macieja Kikolskiego. Ten temat również nie został jednak pociągnięty dalej, a Kikolski ostatecznie trafił do GKS Katowice na wypożyczenie z opcją wykupu. To zamyka drogę, która mogła być jednym z bardziej nietypowych ruchów wewnątrz Ekstraklasy.
Co do Lubereckiego – pojawiło się zainteresowanie Widzewa, ale nie było mowy o wpłacie 1,5 mln euro z naszej strony.
— Maciej Winczewski (@winczu) June 28, 2026
Ciekawostka – był pomysł wymiany z udziałem M. Kikolskiego, ale temat nie ciągnięty dalej
Widzew nie będzie maszynką do podbijania zainteresowania i kontraktów 😉
Widzew nie chciał iść w klauzulę
Najważniejszy szczegół dotyczy pieniędzy. Według Winczewskiego nie było mowy o zapłaceniu 1,5 miliona euro klauzuli za Lubereckiego. To ustawia całą historię w innym miejscu niż klasyczna próba wykupu zawodnika za zapisaną kwotę.
Widzew miał szukać konstrukcji, która mogłaby być łatwiejsza do przeprowadzenia. Wymiana z Kikolskim była takim pomysłem, ale skoro bramkarz trafił finalnie do GKS Katowice, ścieżka naturalnie się zamknęła.
Luberecki nie był blisko Łodzi
Ten temat warto czytać jako przykład sondowania rynku, a nie jako transferową sagę na ostatniej prostej. Luberecki nie został przedstawiony jako zawodnik bliski Widzewa, a sama koncepcja wymiany nie przeszła w dalszy etap.
Dla łódzkiego klubu to jednak pokazuje kierunek myślenia: szukanie młodych, ligowych profili i próba rozwiązań innych niż gotówkowe wykupy. Rynek wewnątrz Ekstraklasy bywa w takich sprawach trudny, bo kluby dobrze znają swoje potrzeby i niechętnie oddają perspektywicznych zawodników bez bardzo konkretnych warunków.
Dla Lubereckiego to także sygnał, że jego nazwisko funkcjonuje na rynku, nawet jeśli żadna konkretna ścieżka nie została domknięta. Takie zainteresowanie często wraca później, gdy kluby zaczynają szukać rozwiązań bliżej końca okna.
Widzew w tej historii nie wychodzi więc na klub, który był gotowy przebić rynek gotówką. Bardziej na zespół, który sprawdzał kreatywną konstrukcję, zanim ostatecznie poszedł w inne kierunki i zostawił sprawę bez dalszego ciągu.
To wystarczy, by temat został zapamiętany przy kolejnych rozmowach.



