
Racing Santander nie chce zaczynać sezonu na cudzych stadionach. AS podaje, że klub nie poprosi LaLigi o ułożenie pierwszych kolejek wyłącznie na wyjazdach, mimo prac na murawie El Sardinero.
To decyzja z wyraźnym napięciem organizacyjnym. Klub chce zdążyć z przygotowaniem obiektu, a jednocześnie w tle pojawia się temat możliwej sankcji po wydarzeniach związanych z awansem.
El Sardinero ma być gotowe na czas
Dla Racingu własny stadion na starcie sezonu to więcej niż kwestia kalendarza. Po awansie klub potrzebuje normalnego rytmu, obecności kibiców i poczucia, że powrót do La Liga nie zaczyna się od awaryjnych rozwiązań.
Prace na murawie są jednak elementem, którego nie da się przykryć deklaracją. Jeśli termin będzie napięty, klub będzie musiał pogodzić ambicję z wymaganiami organizatora rozgrywek.
La Liga czeka na gotowość klubu
AS zaznacza też kontekst możliwej sankcji, ale na tym etapie najważniejsze jest to, że Racing nie zakłada wyprowadzki na pierwsze kolejki. Klub chce przygotować stadion tak, aby rozpocząć sezon zgodnie z normalnym planem.
Dla beniaminka każdy detal startu ma znaczenie. El Sardinero może od razu stać się atutem, jeśli Racing zdąży z pracami i uniknie dodatkowych komplikacji. W przeciwnym razie temat stadionu szybko przykryje sportowe wejście w sezon.
Racing będzie więc grał równocześnie na dwóch boiskach: sportowym i organizacyjnym. Pierwszy zespół potrzebuje spokoju przed powrotem do elity, a klub musi udowodnić, że infrastruktura nadąża za awansem. Jeśli oba elementy się spotkają, start u siebie może stać się mocnym symbolem nowego rozdziału.
W tle zostaje jeszcze sprawa ewentualnej sankcji, która może wrócić przy decyzjach organizacyjnych. Na dziś Racing wysyła jednak prosty sygnał: chce zacząć sezon jak pełnoprawny uczestnik La Liga.



